Sesja

17.01.2012r.

Od początku studiów wszystko szło jak z nut. Czas więc na pierwszy kryzys. Miałam nadzieję, że jednak obejdzie się bez, ale chyba byłoby to zbyt piękne. Siedzę obłożona książkami i notatkami i szczerze mówiąc nie wiem od czego zacząć. Sama sesja i egzaminy to pikuś w porównaniu z okresem zaliczeń. Jeżeli się wygrzebię z tego wszystkiego to będzie cud. Do tego inne kwestie też mnie nie oszczędzają, ale jak to mówią – problemy chodzą parami i jak coś się ma spieprzyć to po całej linii. Broń boże się nie użalam nad sobą. Czytaj dalej »

Dodał(a): Iwi
2 Komentarzy »

Dziś jeszcze nie skończy się świat

07.01.2012r.

Już kilka razy zabierałam się do pisania, by naskrobać chociaż kilka zdań, jednak za każdym razem porzucałam to w obawie, że to co napiszę może być zbyt osobiste. Teraz też nie jest wiele lepiej. Czasem siadam przy laptopie i myśli same przelewają się na ekran. W tym momencie, po każdym zdaniu zbieram myśli, analizuję i co najciekawsze, męczę się. Zapomniałam, jak się pisze? Niemożliwe, w głębi duszy czuję, że tego potrzebuję. Potrzebuję podzielić się tym, co się dzieje w moim życiu w mojej głowie. A fakt, że dawno nie pisałam sprawił, że wiele się nazbierało. Czytaj dalej »

Dodał(a): Iwi
3 Komentarzy »

Dopasowanie

28.11.2011r.

Może dziwny tytuł i każdy może go zrozumieć na swój sposób, ale ja mam zamiar pokrótce napisać o dopasowaniu się dwojga ludzi w związku, a więc o temacie, który Kuba porusza w momentach swojego załamania i który mnie nie na żarty irytuje. Irytuje mnie dlatego, bo cóż to właściwie jest dopasowanie? Nie można powiedzieć, że ludzie muszą być “identyczni” (specjalnie cudzysłów, gdyż nigdy nie znajdzie się dwoje takich samych ludzi), by zgodzili się ze sobą w związku, a Kuba chyba czasami takiego dopasowania między nami szuka. Właściwie osobiście uważam, że jest to dość infantylne. Brak dopasowania można rozpatrywać tylko w kwestii gdy jedna osoba jest np domatorem, a drugą ciągnie w świat. Czytaj dalej »

Dodał(a): Iwi
1 Komentarz »

State yourself

19.11.2011r.

Siedzę przy laptopie, z pełną miską kukurydzy przed nosem, słyszę w uszach, jak zgrzytają mi kolejne pochłaniane przeze mnie ziarenka i myślę. I dochodzę do wniosku, że czas obchodzi się ze mną mało łaskawie. To nie jest żal, ani próba poskarżenia się na okrutny świat. To po prostu wniosek, do jakiego dochodzę obserwując własne zachowanie i słuchając swoich myśli z ostatnich kilkunastu tygodni. Przestaje mi zależeć na komentarzach dotyczących urody, a zaczynam zwracać szczególną uwagę na te odnośnie hmm wiedzy, mądrości, jak zwał tak zwał. Czytaj dalej »

Dodał(a): Iwi
2 Komentarzy »

Mama

13.11.2011r.

Myślałam, że kiedyś to się zmieni. Minie trochę czasu, dojrzeję, zmienię patrzenie na świat. Może jeszcze nie doszłam do tego momentu, do momentu w którym byłabym w stanie przynajmniej pogodzić się z losem, nie mówiąc o akceptowaniu go. Ale chyba jeszcze nie czas. Wciąż siedzi we mnie mała dziewczynka, dla której rodzice są ostoją, są najważniejsi, zdrowi, silni, pełni życia. Jednak czas mija, a rodzice podupadają na zdrowiu. Pamiętam, jak w głębi duszy przeżywałam pierwsze siwe włosy taty. A teraz przeżywam złe samopoczucie mamy. Czas chyba wybrać się do lekarza i zacząć się leczyć. Boli. Może nie powinno. Naturalna kolej rzeczy. Ale strach mnie, żeby nie powiedzieć paraliżuje, bo jest wręcz przeciwnie. W momentach kryzysu mamy, mobilizuję się maksymalnie. Ocieram łzy, staję się silniejsza, pomagam jej. Ale w głębi duszy cierpię. Dociera do mnie, że rodzice kiedyś umrą. Może przeraża mnie to teraz szczególnie dlatego, że nie mam własnej rodziny, jestem sama i czuję tę pustkę w takich właśnie momentach. Poza tym lata doświadczeń z bratem potęgują mój strach na myśl o tym, że rodziców może nie być. Że moich wybawicieli może nie być. Infantylne, może się komuś zdawać, ale tylko tym, którzy nie mają pojęcia w czym tkwi sedno sprawy i z czego wynika moja obawa.
Mama jest osobą, dla której zrobiłabym wszystko. Nie raz budziłam się zapłakana, po tym jak śniło mi się, że umarła, zginęła w wypadku etc. Bez wątpienia jest dla mnie najważniejszą osobą w moim życiu. Pozostaje mi tylko wierzyć w to, iż jeżeli istnieje Bóg do którego się tak gorliwie modli to nie zabierze mi jej jeszcze przez długie.

Dodał(a): Iwi
Brak komentarzy »

Żyje się raz

06.11.2011r.

Zaniedbuję pisanie, okropnie. Nie bardzo tylko jestem w stanie rozgryźć z czego to wynika. Czy to moje życie stało się nudne i niewarte opisania, czy po prostu się zmieniłam. Założyłam tego bloga już ponad dwa lata temu. Na początku jak szalona opisywałam kolejne uniesienia miłosne z Kubą. Teraz praktycznie w tej kwestii zamilkłam. Nie znaczy to jednak, że nasze życie ‘łóżkowe’ zamarło. Wręcz przeciwnie. Jednakże świadomość tego, że ktoś czyta moje posty, sprawia że staję się nieśmiała. Nieśmiała w Internecie – brzmi głupio, ale tak właśnie jest. Wystarczy dwoje, troje stałych czytelników, a ja zaczynam uważać na słowa. Wciąż boję się oceniania przez innych? Sama nie wiem z czego to wynika. Może utkwiły mi w głowie słowa kilku ‘świętoszkowatych’ osób i ciężko jest mi się ich pozbyć. A chyba czas najwyższy, gdyż owe osoby, które dawniej nazywały mnie łatwą i miały za najgorszą tylko dlatego, że czasem się napiję, czy zapalę – same teraz palą i zachowują się gorzej niż można sobie to wyobrazić. Czytaj dalej »

Dodał(a): Iwi
Brak komentarzy »

« Starsze wpisy