30.05.2010r.
Piorę mu, sprzątam, karmię Go. Zazwyczaj oddaję mu większą część jedzenia, bo uważam że jako facet potrzebuje więcej jeść, przez to czasem sama lekko głodna chodzę. Ale nie narzekam. Rodzice nauczyli mnie dzielić się z innymi, a przede wszystkim dzielić się z uśmiechem. Więc nie traktuję tego, jak wielkie poświęcenie. Tak samo było wczoraj z praniem. Robiłam to z uśmiechem na ustach. Biegał wokół mnie, przytulał, całował, bawił się moimi włosami, zachwycał się nade mną. Aż serce rosło i chciało się wszystko robić. Czytaj dalej »
29.05.2010r.
Natłok myśli, spraw i wrażeń. Tyle się dzieje. O tylu rzeczach bym chciała napisać, a nawet nie wiem od czego zacząć.
Po pierwsze to od ładnych 3 godzin po pokoju, zawzięcie lata jakaś ćma i mnie denerwuje, a mi się nie chce jej wygonić, ani zabić.
Po drugie, kiedy patrzę na moje dwie ukochane paprotki, aż żal mi się ich robi. Za grosz nie mam ręki do kwiatów i bidulki schną na moich oczach, mimo że w doniczkach mają mokro (a ostatni raz nie wiem kiedy je podlewałam). Czytaj dalej »
24.05.2010r.
No i mieliśmy rocznicę. Ogólnie z wczorajszego dnia chcę zapamiętać tylko jeden słodki akcent. Pomijam fakt, że Kuba znowu się spóźnił na rower, ale za to z językiem na brodzie przyjechał i wręczył mi prześliczny, malutki bukiecik stokrotek oplecionych gumką recepturką (wiele razy mu opowiadałam, jak to czynił mój tato, wręczając bukieciki mojej mamie)
No i jak ręką odjął wszystkie moje złości. Czytaj dalej »
23.05.2010r.
Miałam wczoraj coś pisać, ale z tego wszystkiego nie znalazłam czasu. Z tego wszystkiego, a mianowicie… W nocy z piątku na sobotę była ta cała walka Pudziana. Tak więc umówiliśmy się z Kubą, że po skończonym spotkaniu klasowym przyjedzie do mnie, pójdziemy spać i wstaniemy na samą walkę. Plan był – wydawać by się mogło – prosty, jednakże okazał się trudny do wykonania ;D Czytaj dalej »
21.05.2010r.
No cóż. Nie będę oryginalna i poświęcę kilka zdań, żeby opisać sytuację panującą w okolicznych wsiach. Czegoś takiego, jak żyję jeszcze nie widziałam. Nie raz pobliska rzeka trochę wylewała, ale co najwyżej zalewając niewielkie pola wokół siebie. W tym roku aż strach mnie ogarnia i żal tych ludzi. Pozalewane całe posesje, domy do połowy, ulice nieprzejezdne, mosty zamknięte… Wybraliśmy się dwa dni temu z Kubą na przejażdżkę rowerem i to co zobaczyliśmy – zszokowało mnie. Czytaj dalej »
15.05.2010r.
Mówiąc, że jestem zaskoczona – skłamałabym. Jestem w ciężkim szoku! Moja mama przeszła samą siebie. Zacznę od początku. Kiedy kilka miesięcy temu dowiedziała się, że z Kubą to już nie tylko chodzimy za rączkę nie była zbyt szczęśliwa. Kiedy przyszło do jakiegoś wyjazdu padały różne przykre słowa i niejedna kłótnia się odbyła. Dla Niej to było nie do przyjęcia. Widziałam, że ją to boli choć nie wiem dlaczego. A dzisiaj? Czytaj dalej »