31.07.2010r.
Ostatnie dni jakoś nie zachęcały mnie do pisania. Miałam zamiar zrobić to dzisiaj, ale miałam też nadzieję, że będę miała wiele ciekawych i pozytywnych rzeczy do opowiedzenia. Niestety jest inaczej.
Od wtorku wieczorem nie widziałam się z Kubą. Postanowiliśmy “coś z tym zrobić”, a właściwie z nami i kulejącym ostatnio dobrym humorem. Tak wyszło, że mieliśmy w sumie trzy dni “przerwy od siebie”. Humor w ciągu tych trzech dni miałam zmienny. Czytaj dalej »
27.07.2010r.
Intensywnie przeżyłam dzisiejszy dzień, ale może zacznę od wczoraj.
Jak pisałam, byłam w Urzędzie, coby złożyć wniosek o dowód, ale w ostatniej chwili przypomniało mi się, że przecież ja chcę zmienić (uwaga, uwaga) imię! Tak, tak! Chcę sobie zmienić imię. To, które dostałam na chrzcie nijak mi się nie podoba, zaś drugie, w ciągu ostatnich trzech lat bardzo przypadło mi do gustu. Zacznę od tego, że dość oryginalne, jeszcze nigdy nie spotkałam się, żeby jakaś dziewczyna/kobieta nosiła takie imię. Żadna (nie)znajoma, aktorka, tancerka, piosenkarka, no nikt! Nie będę mówić, jakie to imię, gdyż wolę mimo wszystko pozostać anonimowa (już nie raz to podkreślałam). Czytaj dalej »
25.07.2010r.
Do tytułowej trzydniówki dojdę za niedługo. Na początek wolałabym streścić ostatni tydzień, bo uważam że jest o czym pisać. Otóż stałą ekipą byliśmy w Krakowie! (już chyba o tym wspominałam w poprzednim poście, nie wiem, pogubiłam się, trochę zaniedbałam bloga chyba) Kolega Kuby studiuje tam i ma na własność mieszkanie, tak więc zaprosił nas, coby dotrzymać mu towarzystwa. Czytaj dalej »
18.07.2010r.
Haa, no i wróciłam! Szczerze? Zaraz chyba się rozpłaczę. A to znak, że wyjazd był super udany. Zawsze płaczę tylko po udanych imprezach, wypadach etc. A teraz chodzę jakaś struta. Brakuje mi chłopaków, brakuje mi gitary, brakuje mi szaleństw we wodzie i dyskotek w Polańczyku. Czytaj dalej »
12.07.2010r.
Chyba się starzeję. Z coraz większym trudem przychodzi mi pisanie o czymkolwiek. Wakacje uciekają w zastraszającym tempie, a ja poza licznymi wizytami u przeróżnych lekarzy nie zrobiłam nic pożytecznego. Nawet mój kurs prawa jazdy chwilowo utknął w martwym punkcie. Mam tygodniową przerwę, gdyż…jutro jedziemy w Bieszczady. Ale o tym za chwilę. Czytaj dalej »
11.07.2010r.
Dawno nic nie pisałam… Wakacje, samo przez się rozumie. Ciągle coś się dzieje. Nie ma ani czasu siąść dłużej przed kompem i coś zrobić. Ale to i dobrze. Przynajmniej nie narzekam na nudę i brak zajęć. Chociaż ostatni tydzień po prostu mnie wykończył. Praktycznie codziennie wstałam o 7 rano. To biegłam na jazdę o 8, to do lekarza na kontrolę, to do dentysty, by wreszcie w piątek szykować mini przyjęcie dla rodziny. Przyjechali teściowie mojej cioci. Trochę to skomplikowane, ale ogólnie było wesoło. Czytaj dalej »