20.06.2011r.
Dawno nie chwaliłam obecnego stanu rzeczy. Dlaczego? Może boję się, że jak powiem lub napiszę, że jest dobrze to się spieprzy. Przesądna raczej nie jestem, ale unikam mówienia, że jest w porządku. Może to mój błąd. Nie wiem. Cieszę się w duchu, zostawiam wszystko dla siebie i karmię moją zniszczoną duszę drobnymi gestami, miłymi słowami Kuby, szczęśliwymi chwilami w domu, czy z dziewczynami. Tego, co przeżyję, nikt mi nie zabierze, a doda mi to sił na przyszłość, na gorsze czasy. Czytaj dalej »
15.06.2011r.
O niczym innym tak bardzo nie marzyłam, jak o tym, by znów, po dwóch latach związku, poczuć to, co czułam na samym początku. Ktoś pomyśli, że zwariowałam, że to niemożliwe. Sama po jakimś czasie porzuciłam te marzenia. I opłaciło się. Przestałam na to czekać z utęsknieniem i samo do mnie przyszło. Znów poczułam, że Jego usta smakują zupełnie inaczej, znów z utęsknieniem czekałam na Jego dotyk, znów przed spotkaniem miałam wrażenie, że za chwilę motyle rozerwą mi wnętrzności. Coś pięknego! I choć było tak tylko raz, warto było! Czytaj dalej »
01.06.2011r.
Odkurzyłam swój kibord. Nie, nie z własnej woli. Choć już od dawna o tym myślałam, to jednak potrzebowałam motywacji z zewnątrz i takową znalazłam. Kolega wraz z Kubą założył pseudo zespół. Kuba próbuje coś grać na perkusji, ów kolega na wszelkiego rodzaju gitarach. Do tego pisze teksty i sam tworzy do nich muzykę. Jakoś tak zupełnym przypadkiem stałam się konsultantką owych tekstów i…przypomniałam sobie stare, dobre czasy, kiedy to sama coś tworzyłam. Czytaj dalej »