Huragan Irene

26.08.2011r.

Może świruję, ale słuchając kolejnych wieści o tym, że tereny, gdzie mieszka moja rodzina i chwilowo mój tato, są objęte stanem wyjątkowym i ewakuacją to robi mi się słabo. Zapewne każdy, kto choć raz w ostatnich dniach włączył wiadomości albo przeglądał onet lub tego typu portal, wie, że wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych jest zagrożone huraganem Irene. Przedwczoraj nawiedziło ich trzęsienie ziemi, jutro huragan… Pech chce, że moja rodzina mieszka na Staten Island, kilometr od oceanu… Może być ‘ lepiej’? Chyba nie. Nie dość, że silny wiatr może narobić szkód, to jeszcze fala może zalać dom. Może dramatyzuję, ale skoro dzwonił już mój tato i mówił, że będą zabezpieczać dom i przenosić się do ciotki w głąb wyspy, tzn że nie jest dobrze. Najgorsze jest to czekanie. Czekanie nie wiadomo na co. Huragan ma dojść do N.Y. jutro. Póki co kuzynka na bieżąco pisze mi na facebooku co się dzieje. A jak pozrywa wszelkie linie, to ani do nas nie zadzwonią, ani maila nie napiszą i będziemy się zamartwiać.
W takich chwilach zawsze pozostaje dziwna nadzieja. Nie wiem, czy każdy tak ma, ale ja zawsze myślę, że owszem, różne okropieństwa dzieją się na świecie, ale moją rodzinę jakoś to zawsze szczęśliwie omija. Chciałabym, żeby i tym razem tak było.
Staram się myśleć o czymś innym, bo wiem, że moje zamartwianie się nic nie da, ale ciężko jest. Przecież to moja najbliższa rodzina, mój tato!

Kuby nie ma, nie mam się komu wyżalić. Pojechał ze znajomymi na ryby nad Solinę. Nie chcę do Niego pisać i mu przeszkadzać, bo na odległość i tak mi nic nie poradzi.

Dodał(a): Iwi
2 Komentarzy »

Madness

19.08.2011r.

Jestem wściekła, smutna i rozgoryczona. Czuję, że za chwilę wybuchnę, jeżeli nie wyrzucę z siebie negatywnych emocji. Może ja powinnam jakąś jogę ćwiczyć, coby oczyszczać swoją aurę i wyciszać się. Sama już nie wiem.
Wkurza mnie babcia siedząca w kuchni. Już kilka godzin u nas jest. Nawet nie można sobie spokojnie pójść jedzenia zrobić. Kocham ją, bo jest moją babcią, ale czasami mnie irytuje sama jej obecność. Wie dobrze, że nie powinna u nas przesiadywać, a mimo to przyłazi codziennie i siedzi po kilka godzin. Boże! Czytaj dalej »

Dodał(a): Iwi
10 Komentarzy »

Powyjazdowy miszmasz part 2

10.08.2011r.

Chyba jednak muszę dopisać kilka zdań, bo czuję pewien niedosyt. Przeżywam ten wyjazd okropnie. Z resztą jak każdą inną tego typu imprezę. Nic dziwnego. Pięć dni z nimi, cztery noce, wiele godzin podróży, ciągłe rozmowy na cb radiu i nagle…cisza.
Spędziłam teraz pół wieczoru na rozmowie z mamą i wszystko do mnie wróciło. Czytaj dalej »

Dodał(a): Iwi
Brak komentarzy »

Powyjazdowy miszmasz

10.08.2011r.

Co raz częściej zauważam, że nie za bardzo mam o czym pisać. Dawniej przelewałam na karty bloga wszystkie moje żale, emocje, tak na bieżąco, od razu, kiedy tylko coś się stało automatycznie lądowało na blogu. Teraz ewidentnie widzę, że się to zmieniło. Świadczy o tym chociażby zmniejszająca się wciąż ilość postów. Nie chodzi o to, że czuję przymus regularnego aktualizowania mojej strony. Mam tylko wrażenie, że z dnia na dzień zamykam się w sobie. Czytaj dalej »

Dodał(a): Iwi
Brak komentarzy »