I’m not over

Dodano przez Iwi dnia 29.12.2009r.

Moich przemyśleń ciąg dalszy. Wczoraj rano wydawało mi się, że już względnie sobie poukładałam w głowie. Miałam nadzieję, że wszystko wróciło do dawnej normy, tylko nieco zmieniłam niektóre poglądy. Na to ‘wszystko’ naszedł Kuba i pokazał mi kolejny film. Jak dla mnie był o wiele bardziej poruszający. Racjonalnie wytłumaczył to, w co wierzyłam, tylko że w taki sposób by już w to nie wierzyć.  Cała podstawa mojej religii, okazała się być, według tego filmu, czymś w rodzaju misternego układu gwiazd, rzeczą nadzwyczaj normalną, którą można posiąść ludzkim rozumem. Wczoraj już ani te moje ukochane słowa „nie wiem” nie przychodziły mi do głowy. Z zapartym tchem słuchałam kolejnych nowinek. Wpatrzona w komputer nie mogłam uwierzyć własnym uszom i oczom. Czułam na sobie wzrok zdziwionego Kuby, który niejednokrotnie przerywał film i pytał czy rozumiem. Nie dziwię mu się wcale, bo z pewnością moje oczy w owym momencie wołały o rozum.

1178354_old_bibleMam jeszcze większy mętlik w głowie niż miałam. Nie dawało mi to spokoju i dziś, chyba do trzeciej w nocy szperałam po necie. Znalazłam wszystkie nowinki z filmu. Natknęłam się nawet na jakieś forum, na którym ludzie dyskutowali właśnie o nim. Zdania były naprawdę podzielone. Niektórzy przyznawali rację wszystkiemu co było w filmie, większość jednak, jak dla mnie, była przeciwna temu. Uznali ten film za prowokację, próbę oderwania ludzi od wiary. Ta prowokacja to dobre słowo. Od początku dziwiło mnie to, że o owym filmie nigdy nie słyszałam w telewizji czy od znajomych. Jakaś, jak dla mnie nieznana produkcja, krążąca sobie po Internecie i wywołująca burze w ludzkich rozumach. Ponad to czułam jakąś dziwną presję podczas oglądania. Jakby ktoś próbował mnie na siłę nakłonić do myślenia, że Chrystus to jedno z licznych nic nie znaczących bóstw solarnych. Trudno mi jakoś uwierzyć w coś co słyszałam pierwszy raz w życiu. A usłyszałam, że i Chrystus i Horus, Kriszna, Mitra i wiele innych było zrodzonych przez dziewice, zostali ukrzyżowani i zmartwychwstali po trzech dniach. Uderzyło mnie jeszcze to, że Horus podobno przyjął chrzest i był w piekle tak jak Chrystus (Odnośnie tego piekła, na forum, które znalazłam jedna osoba bulwersowała się strasznie, jak to Chrystus był w piekle… Przecież był w myśl słów modlitwy „…zstąpił do piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał…”, czasem ludzie chcą czegoś bronić, czegoś o czym mają nikłe pojęcie. Z tej sytuacji to mi się w sumie śmiać chciało. Taki miły, ale dający do myślenia przerywnik).

Jak dla mnie brakuje wystarczających, jednomyślnych dowodów na to, by powiedzieć, że Bóg nie istnieje, z drugiej zaś strony nie ma racjonalnych dowodów, by w Niego wierzyć. Obecnie można by rzecz, jestem na etapie poszukiwań brakującego elementu ewolucji, „ewolucji wiary”.

Napisałam aż w nocy do kolegi, właściwie przyjaciela. Zawsze mi pomagał, zawsze mogłam na Niego liczyć, nigdy mnie nie zawiódł, jako jedyny. Wiedziałam nie od dziś, że u Niego z tą wiarą to też jest tak o. Czasem poszedł do kościoła, czasem nie. Ale ostatnio co raz częściej się mnie pytał kiedy jest jakaś msza w danym kościele. Nie raz też widziałam Go u nas. Tak więc prosto z mostu napisałam do Niego „Michał, wierzysz w Boga?”. Chłopaka lekko chyba zamurowało bo zapytał co mi się stało. Kiedy mu wytłumaczyłam co i jak, powiedział że wierzy. Zapytałam Go więc na jakiej podstawie twierdzi, że Bóg istnieje? Podał dwa argumenty, po pierwsze liczne cuda, po drugie siła modlitwy, której dostąpił. Zdziwiło mnie to. Nie spodziewałam się po Nim takiej odpowiedzi. Sądziłam, że powie „Wierzę, bo mi rodzice kazali, a teraz to z przyzwyczajenia.” On jednak był w stanie podać mi dwa zaskakujące argumenty. Zaskakujące dlatego, że On naprawdę według mnie był z wiarą na bakier. Kiedy chciałam mu wytłumaczyć skąd się biorą te moje wątpliwości i podawać argumenty, które podawał mi Kuba powiedział „Nie wiem co mam Ci powiedzieć, więc nic nie powiem. Zrobisz jak będziesz uważała. Ja wierzę.”

No właśnie…to ja muszę znaleźć odpowiedz na dręczące mnie pytania i dojść do porozumienia z samą sobą, ale to wcale nie jest takie łatwe…

Dodatkowo w domu mi nie ułatwiają. Nie dość, że mama mi truje to dzisiaj jeszcze babcia. Scyzoryk mi się w kieszeni otwiera, jak to wszystko słyszę. Stwierdziła dzisiaj, że to że Kuba nie poszedł ze mną na pasterkę było przegięciem. Według Niej to sygnał do tego by rozpocząć poważne rozmowy. Gdyby Ona wiedziała, jak poważne te rozmowy już są. Najbardziej jednak wkurzyło mnie to, że kazała mi postawić Kubę przed wyborem „Albo ja i kościół albo nic”… Nie spodziewałam się tego, bo zawsze otwarcie powtarza, że Kuba to dobry chłopak i naprawdę Go lubi. Więc skąd to ultimatum? W ogóle jakim prawem rządzi się moim życiem? Skąd Ona w ogóle się dowiedziała, że Kuba ze mną nie poszedł? Nie przypominam sobie, żebym jej mówiła. O takich sprawach rozmawiam tylko z mamą, bo bądź co bądź ostatnio jednak czuję, że zaczyna mnie rozumieć. Cokolwiek mówi, mówi tylko i wyłącznie w trosce o mnie. Boi się, że będę kiedyś cierpieć, ale liczę na to, że kiedy zobaczy nasze szczęście, to obawy jej miną.


Zobacz też podobne wpisy

  • 24 marca 2010 -- Na przekór wszystkiemu. (0)
    Dzisiaj będzie chyba mało optymistycznie. Nie dlatego, że coś się stało, tylko...są czasem takie dni, że mam ochotę usiąść i płakać nad wszystkim. Chore, wiem, ale inaczej się czasami nie da ;| Najchętniej...
  • 15 kwietnia 2010 -- Bóg, życie po śmierci, wieczność (0)
    Wczorajszy post był nieco dramatyczny. Czarne myśli mnie nachodziły cały czas. Byłam i chyba wciąż jestem dziwnie rozdrażniona. Niewiele mi brakuje do tego, żeby się wkurzyć na Kubę za najdorbniejszą rzecz...
  • 14 kwietnia 2010 -- wiosna. (0)
    Zapowiadała się taka piękna, słoneczna, upalna wiosna, po ciężkiej i mroźnej zimie. Owszem, ładnie się zaprezentowała. Kilka fal upałów już było, aż tu nagle tydzień deszczu. Aż się z domu nie chce wychodz...

« Root of all evil?

“…stary rok w nowy się zamieni” »

Dodano 24 komentarze do “I’m not over”

  1. Harrocan pisze:
    29 grudnia 2009 o 20:02

    Starsze Panie, mają to do siebie, że lubią dużo gadać i nie na temat. Pamiętaj że Twoja babcia, żyje w czasach komuny, kiedy to do kościoła chodziło się co i rusz, żeby się modlić. Powiedz swojej babci, że to nie te czasy kiedy ludzie się modlili bo byli głęboko wierzący, że dziś każdy ma prawo wyboru jak chce żyć, albo porozmawiaj z nią po prostu, a myślę że jakoś się tam poukłada wszystko. :) . Swoją drogą, mam nadzieje, że w życiu równie szybko Ci się poukłada. Kiedyś też myślałem bardzo dużo o wszystkim , jak się okazało zupełnie nie potrzebnie, bo wszystko samo się wyprostowało, tak więc mam nadzieje że u Ciebie będzie tak samo. :)

    Cheers!

  2. zagubiona pisze:
    14 marca 2010 o 2:09

    no Kuba trochę destrukcyjnie działa na Ciebie…Nie powinien stosować takich metod ale to Twoje życie. Jeśli wierzysz i kochasz Boga to broń wiary bo to jest ważne w życiu. A gnostyckie filmy to wymysł ludzi żeby zniszczyć religię. Pomyśl co by było gdyby nie ta religia na świecie? wolę nie myśleć. Istnienia Boga racjonalnie nie da się wytłumaczyć, wierzysz albo nie. Bóg jest i niejednokrotnie daje znać o Sobie. A filmy, książki typu kod da vinci to tylko chora wyobraźnia ludzi, którzy chcą za wszelką cenę wszystkiego dotknąć jak niewierny Tomasz:)

  3. Jaqub pisze:
    14 marca 2010 o 13:44

    Z całym szacunkiem ale destrukcyjnie to działa na mózg niewiedza i wiara w coś co wcale nie musi być pewne. Dodatkowo szaleństwem jest wywracać swoje życie do góry nogami w imię czegoś w co wierzymy. Podkreślam WIERZYMY, czyli nie mamy pewności że to coś istnieje. Świat bez religii byłby piękny, ludzie nie robili by głupot w imię swojego (niepewnego, bo przecież w nie tylko wierzą) bóstwa. To, że przeróżne filmy i książki to tylko wymysł ludzi to wmówiła swoim wiernym religia. Tak samo jak wmówiła im, że ateiści to istoty pozbawione uczuć, celu w życiu oraz zasad. Trzeba wreszcie otworzyć oczy na świat i poparzyć obiektywnie, a nie usilnie kochając boga zlewać wszystko co inne i tworzyć podziały na świecie. Z życzeniami obiektywnego i ludzkiego spojrzenia na świat nie tylko przez pryzmat boga.

  4. zagubiona pisze:
    14 marca 2010 o 14:51

    jakoś nie widzę szacunku w Twojej wypowiedzi. Religia jest dla ludzi mądrych, każdy wierzy w to, co chce. Ja wierzę i jestem szczęśliwa. Absolutnie nie zgadzam się z tym, że ateiści jak piszesz to istoty pozbawione uczuć. Każdy ma uczucia. Ale jeśli ktoś wierzył i wierzy po co w to ingerować? Po co komuś robić mętlik w głowie i wywracać jego swiatopogląd zwłaszcza jeśli się go kocha. Nie lepiej jest tolerować człowieka z jego wiarą i systemem wartości?Dlaczego ateiści namawiają do porzucenia Boga i wiary, twierdząc że my, katolicy żyjemy w ciemnym światku? Trochę tolerancji.Dziwne, że tyle osób wierzy w cos czego nie ma no? Większość Polaków jest mało oświeconych, nie douczonych tak? Tylko gdyby nie ta religia i Bóg skąd wiesz, czy byłbyś tu dzisiaj?Ile Polska zniosła, ile walki, ile przelanej krwi. Bo ludzie mieli Boga w sercu, walczyli w obronie wiary, narodu i to ta wiara dodawała im sił do walki i nadziei. Życie bez Boga jest smutnym życiem. I mam otwarte oczy na świat, więc dzięki za radę. Jestem tolerancyjna dla innych religii ale szanuję swoją i obuża mnie to tylko gdy ktoś mówi że Boga nie ma, gdy rani uczucia religijne innych. Ja nikogo nie namawiam do tego by uwierzył gdy nie wierzy, twoja sprawa że nie wierzysz. Ale po co komuś wywracac świat do góry nogami? By ktoś cierpiał? I to jest miłość?
    Za ateizmem przemawia wiele argumentów. Więcej niż za religią. W gruncie rzeczy to logiczne, żeby być ateistą. Tak jak logiczne i rozumne jest to, żeby się nie zakochać… A przecież ludzie nie są w tym wypadku logiczni. Na szczęście.
    Tischner

  5. zagubiona pisze:
    14 marca 2010 o 15:28

    “Z całym szacunkiem ale destrukcyjnie to działa na mózg niewiedza i wiara w coś co wcale nie musi być pewne.” A co jest pewnego na tym świecie? Wierzymy nauce, ale skąd mamy mieć pewność, że tak było naprawdę, że te wydarzenia w historii miały narawdę miejsce. Pozwolę sobie zacytowac fragment wypowiedzi pewnego internauty, która bardzo mi się spodobała:
    “Nam, zwykłym ludziom podano do wierzenia, takie fakty jak ten, że demokracja jest najlepszym ustrojem jaki dotąd wymyślono, że Amerykanie wylądowali na księżycu, że państwo nigdy nie zbankrutuje i wiele innych, które uznajemy powszechnie za oczywiste, ale jakby się głębiej przyjrzeć, to polegamy wyłącznie na wierze, bo w żaden sposób nie możemy ich zweryfikować. Zakres faktów, w które wierzymy poszerza się zatem tym bardziej im bardziej skomplikowany staje się nasz świat i im większą wiedzę gromadzi ludzkość. I śmiem twierdzić, że nie ma w tym nic złego.
    Tak, powie ktoś, ale przecież nasza wiara bądź niewiara ma jakieś racjonalne przesłanki. Nie ma przecież powodu, by wierzyć w to, że bociany przynoszą dzieci albo w to, że pchły rodzą się z brudu (samorództwo). Innymi słowy, znamy dowody na to, że jest inaczej niż głosi sprzeczna z racjonalnością teza. Czy to samo dotyczy Boga? Zdecydowanie nie! Wierzący czasami dają się zapędzić ateistom w kozi róg zdaniem „Udowodnij mi, że Bóg istnieje”. Oczywiście nie da się udowodnić istnienia Boga. Ale nie da się też udowodnić jego nieistnienia. Nie da się nawet udowodnić nieistnienia życia po śmierci. Są natomiast przesłanki, ku temu, że jest ono możliwe i to biorąc pod uwagę zdobycze współczesnej technologii informacyjnej. Czymże, jest ludzki umysł, jak nie wysoce skomplikowaną maszyną liczącą, obejmującą setki, może tysiące procesów jednocześnie i jeden główny wątek zwany przez psychologów „świadomością”? Jeżeli tak, to możemy wyobrazić sobie, że jakiś „kosmiczny architekt systemowy” jest w stanie odczytać ten stan i zapisać go tymczasowo na „nośnik”, a za jakiś czas przenieść na inną „maszynę” i uruchomić. Człowiek nie dysponuje oczywiście taką technologią, ale już teraz możemy wyobrazić sobie, co jest potrzebne by ją stworzyć, możemy zatem z całą pewnością stwierdzić, że coś takiego jak życie po fizycznej śmierci naszego mózgu jest możliwe. Nie możemy go tylko udowodnić, tak samo jak nie możemy udowodnić istnienia Boga.”

  6. Jaqub pisze:
    14 marca 2010 o 23:15

    Wybacz mi ten ton ale nie lubię jak ktoś czy to człowiek czy religia się z butami pcha do życia i mi uświadamia kim na prawdę ja jestem. Kościół i wszystkie owieczki za jego sprawą o ateistach wiedzą tyle, że oni: nie mają celu w życiu, są pozbawieni duchowości i uczuć, nie mają zasad moralnych/drogowskazów, żadnych oporów przed czynieniem zła, jest cwaniakiem i “mądralą” który jeszcze kiedyś pójdzie błagać tego, w którego nie wierzy itd. Jednak głoszenie takiego poglądu jest ośmieszaniem samego siebie i dowodem na niezrozumienie tematu. Skąd biedny katoliku możesz wiedzieć co ja myślę i jak postępuję, lepiej ode mnie?!
    A co do “mieszania w głowie”, ehh, najlepiej się nie odzywać. Pomijać temat religii. Jeżeli jest się z kimś nie tylko przez tydzień od dyskoteki do następnej, ufa się sobie wzajemnie i rozmawia to o wszystkim. Piszesz o ciemnocie i że wiara jest dla ludzi mądrych więc chyba trzeba się zastanowić, popatrzyć z boku. W tym kraju mało kto ma szczęście urodzić się w ateistycznej rodzinie. Z doświadczenia wiem, że przejście na inny sposób patrzenia na świat niesie za sobą uczucie wolności. Chyba logicznym jest, że chcę dać jedynie możliwość poznania mojego punktu widzenia osobie, którą kocham zwłaszcza, że ja mam pozytywne odczucia po tym wszystkim. Argument, że większość osób wierzy byłby dobrym argumentem gdyby te osoby poznały zasady wiary same w odpowiednim wieku z odpowiednim choćby minimalnym wykształceniem. Nie zaś od kołyski jako element nieodłączny życia.

  7. zagubiona pisze:
    15 marca 2010 o 18:19

    a czy ja pcham ci się z butami w życie?człowieku opanuj się!
    Jak czytam twoje wypowiedzi przesiąknięte nienawiścią do katolików, jakby byli największym złem na świecie to coś mi się robi. Skąd ta nienawiść?Nieakceptacja dla wierzących. O ciemnocie piszę tak? Bo jest to niezgodne z twoim postrzeganiem świata to od razu ciemnota. I ty uważasz się za światłego intelektualistę.
    Nie mam zamiaru nikogo przekonywać do moich poglądów tylko komentowałam wypowiedzi właścicielki bloga, a że ona poruszała różne tematy więc mam prawo wyrazić swoje zdanie. Wyrażenie własnej opinii to pchanie się z buciorami w czyjeś życie? Eh…

  8. Jaqub pisze:
    15 marca 2010 o 19:39

    Ja również wyrażam swoją opinię, tylko że uczucia religijne katolików są na tyle delikatne, że ich obraza jak widać jest zjawiskiem na porządku dziennym.
    Cały 1 akapit mojej poprzedniej wypowiedzi był na temat wchrzaniania się z butami (od wmawiania że jestem nieszczęśliwy po to że robię mętlik) i mógłbym o tym napisać jeszcze 5x tyle ale wyszedłbym na moralizatora i walczącego za wszelką cenę ateistę.
    Może i po części przez to, że nie bawi mnie pusta rozmowa w której Ty w ogóle nie odpowiadasz na żadne argumenty tylko jedziesz z góry na dół po autorze komentarza`(tak, mnie) tylko przez to, że jest ateistą.

  9. zagubiona pisze:
    15 marca 2010 o 19:40

    To, że ktoś wierzy w Boga i jest katolikiem nie znaczy wcale młody człowieku że jest się ciemnym, tępym i nie wykształconym. Jest wielu,wielu wierzących wybitnych i wykształconych ludzi! Ateiści zioną ogromną nienawiścią do katolików, gdyby mogli spalili by ich na stosie. To jest chore, jakiś fanatyzm, totalna głupota. Atakujesz mnie bo jestem wierząca a ty nie potrafisz tego zrozumieć i nazywasz ciemnotą. Co myślisz, że wierzę w Boga, czytam tylko Biblię i chodzę do Kościoła? Takie masz wyobrażenie o mnie? Co ty o mnie człowieku wiesz?!Bo jestem wierząca to już ciemna, nie oglądam filmów nie czytam he dobre. Otóż czytam czytam i nie zamykam się na świat, tak samo interesują mnie inne religie, poglądy innych ludzi, nie wierzących, dokumenty ateistów, gnostyków itp. To nie twoja sprawa czy wierzę w Boga, Allaha Buddę czy UFO więc qrwa nie pisz że jestem ciemna i mam zamknięte oczy na świat do cholery bo mnie nie znasz! I jak dla ciebie mogę być biednym katolikiem, wali mnie to kim jestem w twoich oczach!Ja jestem szczęśliwa z moją wiarą choć ty tego pojąć nie możesz. A ty sobie bądź ateistą jak ci dobrze, chrzani mnie. Jestem tolerancyjna ale do momentu gdy i druga strona jest tolerancyjna a ty od początku z nienawiścią jedziesz do mnie fanatyku ateizmu! Szczerze to nawet mi się tu już zaglądać nie chce bo ten blog to porażka. Nimfomanka go pisze, haha co tu jest z nimfomanii. Widać że dziewczyna myli pojęcia i sama nie wie w co wierzy, nie ma wyrobionego zdania na temat pewnych spraw i na tyle mądrości i odwagi aby tego zdania obronić…Eh…szkoda słów.

  10. zagubiona pisze:
    15 marca 2010 o 19:45

    A ty jedziesz po mnie, że jestem katoliczką! I uważam że koniec dyskusji, bo to nie ma sensu. Szkoda czasu na dyskusję, bo każdy ma swoje racje. To nie temat na forum i basta. Powodzenia

  11. Jaqub pisze:
    15 marca 2010 o 20:08

    15 linijek bezpośredniej furii nazywasz tolerancją? Nic w takim razie nie mam do dodania. Jeżeli też dobrze Ci z tym wszystkim to ok, tylko nie zatruwaj innych, nie w ten sposób..

  12. zagubiona pisze:
    15 marca 2010 o 20:27

    a czy zdrowym byłoby tolerować to, w jaki sposób ty jechałeś po mnie i katolikach, że jesteśmy ociemniali i głupi?Bo o to ci chodziło? Tak, tolerancja ale wszystko ma granice. Nie mam nic do ateistów pod warunkiem, że nie zatruwają życia innym:)ot, tak, żeby było weselej.
    Agresywny ateizm zawsze wydawał mi się równie wstrętny jak nietolerancja religijna.

  13. Jaqub pisze:
    16 marca 2010 o 0:15

    Po nikim nie jadę bezpośrednio, po Tobie też nie, wyrażam jedynie anty religijny (nie tylko anty katolicki) pogląd dodatkowo nie bezpodstawnie (komentarz #9 “Quo vadis, Domine?”). Dlaczego winisz mnie za to, że odebrałaś to tak osobiście i dodatkowo dajesz wyraz temu obrzucając mnie błotem jak 14 letni internetowy troll. Uważam, że moja (przyznaję, może dość ostra) krytyka jest niebezpodstawna, jeżeli jest inaczej to podaj swoje argumenty i racje. Nie wyżywaj się natomiast tylko dlatego, że nie podobają Ci się moje argumenty. W ten sposób dajesz tylko wyraz temu, że brakuje Ci własnych.

  14. admin pisze:
    16 marca 2010 o 11:07

    Przykro mi, że w mailu piszesz jedno, a tutaj drugie, zupełnie sprzeczne z tamtym… Nikt nie chciał Cię obrażać, atakować etc. Pisałam, że “trafiałaś może na złych ludzi”, bo sama opisywałaś sytuacje, w których nie najlepiej ich przedstawiałaś. Jak już pisałam w jednym z komentarzy “trudno jest kogoś opisać, trzeba tego kogoś bliżej poznać, by wiedzieć jaki jest” więc czytając Twoje wypowiedzi mogłam źle coś odebrać, tak samo jak Ty moje, czy Kuby komentarze traktując je, jak atak na swoją osobę. Nie ma jednak żadnego powodu by się tak unosić i przeklinać…

  15. ZAGUBIONA pisze:
    16 marca 2010 o 11:10

    żałosny jesteś eh. Może i ostry był mój komentarz, ale określanie chrześcijan jako ciemnych ludzi jest jest podłością. jAKIE MASZ ARGUMENTY NA NIE ISTNIENIE BOGA? nO, CHĘTNIE POSŁUCHAM. WIELKI WYBUCH?EWOLUCJA tak?Ewangelia Judasza i nauka? co ty wiesz o Bogu i religii żebyś zawierał głos. znalazłeś dziewczynę która wierzy w to co mówisz, a że może brakuje jej wiedzy z zakresu Biblii więc nie potrafi się bronić i tyle, moje zdanie na tą całą sytuację i tego Bloga.

  16. Jaqub pisze:
    16 marca 2010 o 12:06

    Nie dyskutuje z frustratami. Cały czas się napinasz jak 14 letni dzieciak. Wmawiasz mi, że was obrażam, nie możesz odpowiedzieć na proste pytania tylko w koło to samo. Wylej swoje żale gdzie indziej może na czacie Interii albo gdzieś gdzie jest pełno takich dzieci neo. I daruj sobie kolejne obraźliwe komentarza nic nie wnoszące do tematu mające za zadanie obrazić mnie. Napisz coś w temacie, chętnie pogadam ale nie w taki sposób. Rozmowa to przedstawianie swoich argumentów a nie to co robisz… Więc jak chcesz podjąć taką rozmowę o jakiej pisałem to jestem otwarty na to a w przeciwnym przypadku nie fatyguj się na kolejny podobny komentarz.

  17. ZAGUBIONA pisze:
    16 marca 2010 o 13:07

    HALOO zadałam wyżej pytanie, nawet dwa. To jest napinanie się? Raczej nie. Nie wiem kto tu ma problem z rozróżnieniem. I daruj sobie infantylne porównania ok? Gdybyś wykazał troche szacunku od początku rozmowa mogłaby byc ciekawa ale przepraszam bardzo, oceniłeś mnie, katolików z góry. Tu wklejam fragmet twojej wypowiedzi:”Z całym szacunkiem ale destrukcyjnie to działa na mózg niewiedza i wiara w coś co wcale nie musi być pewne. Dodatkowo szaleństwem jest wywracać swoje życie do góry nogami w imię czegoś w co wierzymy. Podkreślam WIERZYMY, czyli nie mamy pewności że to coś istnieje. Świat bez religii byłby piękny, ludzie nie robili by głupot w imię swojego (niepewnego, bo przecież w nie tylko wierzą) bóstwa. To, że przeróżne filmy i książki to tylko wymysł ludzi to wmówiła swoim wiernym religia.” Otóż czytając twoje słowa od razu nasuwa mi się na myśl postać Dawkinsa, zapewne dobrze ci znanego. Argumentujesz że świat bez religii byłby piękny-na jakiej podstawie tak twierdzisz? Ja uważam że życie miałoby dosyc płytki sens gdybyśmy sobie żyli ot tak tyko tutaj, gdyby to wszystko powstało za sprawą ewolucji czy wielkiego wybuchu. Osobiście też miałam załamania wiary, każdy ma. Ja mam pytanie, dlaczego wyrażasz się o katolikach jako o ciemnych i zabobonnych, bo o to chodziło w wypowiedziach. I nie wyrażałam swoich frustracji, to była riposta. Ty podobnie pisałeś kąśliwe komentarze więc robiłam to samo jeśli już coś a nie wylewałam swoje żale jak jakis troll jak to okresliłeś. Szkoda że tak potoczyła się dyskusja, nie musiała być to walka na słowa ale cóż, emocje. Ja szanuję każdego ale także szacunku oczekuję. A to, że na początku napisałam iż działasz destrukcyjnie na Dziewczynę więc sorry ale czytając tego bloga takie wrażenie się odnosi. I to nie tylko moje zdanie ale też kilku znajomych bo razem czytalismy.

  18. ZAGUBIONA pisze:
    16 marca 2010 o 13:20

    Podaj mi logiczny argument na to, że Boga nie ma. Skąd się wzięliśmy tutaj?

  19. Jaqub pisze:
    16 marca 2010 o 13:57

    Uważam, że bezpośrednio nie pisałem do nikogo, o religii pisałem jak pisałem bo uważam że bezpodstawnie i oczekiwałem konstruktywnej krytyki.
    Widząc, że może i będzie można coś pogadać konkretnie, napiszę tak: aby przyjąć do wiadomości to, że nie jesteśmy stworzeni przez boga potrzeba więcej odwagi, dużo więcej niż na życie w jakiejkolwiek religii. Religie dają nadzieje, tłumaczą dosłownie wszystko (każda w inny sposób) mimo, że wiele rzeczy jest sprzecznych z rzeczywistością. Religia mówi nam jak jest, skąd jesteśmy jak mamy żyć i co z nami będzie. Jednak widząc sprzeczność ewidentną w przynajmniej połowie jej przekazu, a dodatkowo w korzeniach i biorąc pod uwagę mnogość, różnorodność religii i przeróżne zło i podziały wynikające z niej jednak wolę zostać ateistą. Ponieważ to najlogiczniejszy wybór. Nawet najgłębsza wiara w coś nielogicznego nie uczyni tego czegoś prawdziwym i nie sprawi że to w co wierzymy będzie miało miejsce.
    To, że nie ma boga nie zostanie nigdy nijak potwierdzone tak samo jak nigdy na 100% mi nie udowodnisz tego że wróżki nie istnieją. Nie da się obalić boga i setek innych rzeczy ale to nie powód aby w nie wierzyć. Czemu jestem tak cięty na to wszystko? – A czemu mam nie być skoro wiara w boga pociąga za sobą tyle zła a korzyści z niej są mizerne. Skomentuj proszę moją odpowiedź (nr 9) w notatce “Quo vadis, Domine?”.
    A na koniec, nie dziwię się że odniosłaś wrażenie że działam destrukcyjnie na dziewczynę, bo przecież patrzysz z punktu widzenia katolika. Wszystko co zrobię albo podsunę i co może doprowadzić do zwątpienia dla was będzie działaniem destrukcyjnym. Na tym polega szukanie, że trzeba się zastanowić nie tylko z jednego punktu widzenia, czy to takie złe, destrukcyjne?

  20. ZAGUBIONA pisze:
    16 marca 2010 o 14:29

    „Skoro Twój Bóg istnieje to dlaczego pozwala na tyle cierpienia?” Pytanie stare jak świat, już Hiob sobie je zadawał.Właśnie. po co cierpienie? Cierpienie też ma sens. A nie uważasz, że sprowadzanie religii do kwestii zła i manipulacji to wielkie zaogólnianie sprawy? A jeśli nie przez Boga, więc przez kogo jesteśmy stworzeni? Masz jakieś dowody na to, że zostaliśmy powołani do życia nie przez Boga? Religia wszystkiego nie tłumaczy, oj nie. Pozostawia wiele niewiadomych, niezrozumiałych kwestii i wybór człowiekowi. Wcale nie jest zła, tylko ludzie którzy nie rozumieją całej idei religii sprowadzają ją do manipulacji, do korzyści materialnych jak to miało miejsce w historii kościoła, wśród wielu papieży. I było tak, dobrze wiem ale uważam że oni byli tak samo ludźmi, nie aniołami, byli omylni, też się gubili i starali się pojać Boga, jakoś wyjaśnić Jego istnienie.Ginęli ludzie, chrześcijanie ale walczyli w obronie religii, oddawali życie za Boga. Ty widzisz to inaczej, bo uważasz że nie ma życia po śmierci, ja wierzę że takie życie istnieje więc odbieram to inaczej. Dla mnie życie to na tej ziemi to krótka podróż, to początek i ważnym jest dla mnie przeżyć to życie jak najlepiej, kochając innych ludzi, pomagając im, modląc się wspólnie z nimi w Kościele, także zdobywać wiedzę ale nie w celu takim aby być zarozumiałym człowiekiem, wszechwiedzącym ale właśnie aby służyć innym a nie opływajac w bogactwach żyć tylko tu i nie wierzyć w nic. I czy takie pojmowanie religii jest złe? Odpowiedz. Dla mnie, katoliczki nie ważne są podziały religijne. Szanuję każdą religię. Mam przyjaciela który wyznaje islam, kolegę, który jest Świadkiem Jehowy, koleżanke która chyli się bardziej ku buddyzmowi i byłego faceta, obecnie kolegę ateistę. I z wszystkimi tymi ludźmi żyję w zgodzie, mam z nimi świetny kontakt i rozmawiam na liczne tematy reigijne, nawet z kolega ateistą, który przeważnie nie potrafi odpowiedziec na nie jedno pytanie związane z wiarą i Bogiem, wierzy w ewolucję która tez nie jest pewna a mimo to w nią wierzy. Uważam ateistów za ludzi wierzących mimo wszystko, może nie w istnienie Boga ale wierzących bo wiara jest nieodłacznym elementem życia. Nie da się w nic nie wierzyć.Wybacz ale takie mam zdanie o ateistach, ze to smutni ludzie-nie chodzi o smutek na twarzy, smutni bo wyrzekają się czegoś co czyni ludżmi szczęśliwymi, co powinno łączyć, wyrzekaja się Boga, który jest Ojcem nas wszystkich. Gdyby cały świat, każdy człowiek traktował się jako brat czy siostra i zastosował te wskazówki które zostały zapisane w Biblii śmiem twierdzic że życie na ziemi byłoby o wiele lepsze, choć na pewno nie byłoby rajem. Jest wiele cierpienia i zła ale to cierpienie jest potrzebne, bo uczy wiele, bo otwiera oczy i budźi wrażliwośc na drugiego i empatię. Odnośnie jeszcze tego destrukcyjnego działania uważam, ze gdyby twoja dziewczyna otwierała ci oczy na siłę i próbowała przekonac cię że jednak Bóg istnieje też bys się czuł niekomfortowo tak jak ona, bo widać rozdarcie w jej postach. Nie moja sprawa ale ja bym pozostawiła jej poszukiwanie i niech sama dochodzi do pewnych wniosków, to tylko moje zdanie podkreślam, nie wpychanie się w życie.
    Dlaczego wierzysz, że świat jest tylko materią?

  21. Jaqub pisze:
    16 marca 2010 o 15:40

    Zacznę od końca. Dziewczyna tłumaczyła kilka razy, że na siłę nic nie robię. Tylko mówię jak ja to wszystko widzę i tyle. Za wszelką cenę chcesz mi wmówić, że robię to na siłę.
    Z cierpieniem możemy sobie przeróżnie tłumaczyć, że ma sens, że po coś jest. Myślę, że to oszukiwanie samego siebie bo prawda jest okrutniejsza. A wg mnie jest taka, że człowiek tym się różni od innych żyjących na świecie stworków tym, że ma świadomość. Zwierze jak się urodzi chore to cierpi ale jest na tyle głupie, że nie zdaje sobie jakby z tego sprawy. Człowiekowi przez to, że jest inteligentniejszy taka wizja wydaje się okrutna i musi sobie to tłumaczyć jakoś. Tłumaczenia, że przypadek zespołu downa to niekorzystne ustawienie chromosomów trafiające się raz na ok 900 narodzeń do ludzi nie trafia. Pytają czemu akurat im się to trafiło i muszą sobie tłumaczyć to bogiem i szukać sensu cierpienia. Przecież to jest prawdopodobieństwo. Nic w tym nadzwyczajnego. Po co tylko pokrzepiać serca kłamstwem albo przynajmniej czymś nieudowodnionym, nie pewnym?
    Nie widzę sensu, a wręcz widzę wielką sprzeczność pomiędzy wiarą i dobrem (którego to źródłem jest niby wiara i bóg). Jaki sens ma utrzymywanie kościołów i księży, którzy czynią więcej zła niż dobra zamiast zbudowania szkoły czy sierocińca? Ja wiem, że łatwiej wytłumaczyć jest, że cierpienie ma głęboki sens i bóg to doceni i zabrać kasę na nowy kościół zamiast na prawdę zniwelować cierpienie. W naszym małym miasteczku były 3 kościoły. Ok 5 lat temu powstał 4 a teraz buduje się piąty i już go kończą. Są to największe, najbogatsze i najpiękniejsze budynki w mieście. Po co to wszystko? Zamiast bajdurzyć i filozofować o bogu, o sensie życia, cierpienia jednocześnie chodząc do kościoła i dając na tacę na kolejny bezwartościowy tego typu budynek lepiej zająć się czymś pożytecznym. Wiem, że to nie będzie argumentem dla katolików ale ja tego nie zmienię. Cieszę się jedynie, że się z tego uwolniłem, nie tkwię w tym chorym systemie, nie popieram go. Z tego powodu jestem szczęśliwy, nie smutny. Piszesz “smutni bo wyrzekają się czegoś co czyni ludżmi szczęśliwymi, co powinno łączyć, wyrzekaja się Boga, który jest Ojcem nas wszystkich”. Dopisz, że ateiści są smutni ale w oczach katolików, bo to dla nas krzywdzące. Dobrze piszesz, religia POWINNA łączyć. Sama zauważasz, że jednak dzieli (dlaczego nie odpisałaś na komentarz w “Quo vadis, Domine?”) jednakże dopowiadasz że cierpienie jest cnotą i ma sens. Więc najlepiej poświęcajmy swój czas bogu w koście, płaćmy na świątynie opatrzności bożej, twórzmy podziały i wierzmy, że to wszystko zaprocentuje. Ot, dlatego nienawidzę religii i wolę siedzieć obok tego wszystkiego, jestem szczęśliwym ateistą – oksymoron? -Może, ale to tylko twoje zdanie.
    Na koniec. Dlaczego wierzysz, że świat jest tylko materią?
    - Skądże. Na świecie jest wiele “duchowości”. Znakomitym przykładem jest miłość. Tylko po co dorysowywać jeszcze wróżki do tego? Ateizm nie równa się brak uczuć, ateizm to tylko branie życia takim jakim jest, postrzeganie wszechświata realnego, takiego jakim jest, a nie jakim chcielibyśmy aby był.

  22. zagubiona pisze:
    16 marca 2010 o 16:07

    Widzisz to twój sposób na życie, odnajdujesz szczęście w tym, ja w czymś innym. Każdy jest inny. Księża, ich życie, dawanie na tacę. Cóż, dla mnie ksiądz jest tylko cżłowiekiem i nigdy w księży nie wierzyłam. Wielu idzie do seminarium dla kasy i tego nikt nie zmieni. Świat jest niedoskonały, taki był i będzie. Ale to nie wina religii czy Boga. Bóg pomaga i wiele razy tego doświadczyłam ale nie będę o tym mowić bo to moje osobiste doświadczenia. A cierpienie ma sens. Może się oszukuję wg Ciebie ale to tylko twoje zdanie. Dla mnie ma dla ciebie nie.
    A więc jak ty uważasz Kubo? Żyjemy tylko tu i później nic nie ma tak?Nie ma życia po śmierci i dusza to tylko ciało astralne czy kolejna wróżka i krasnoludek?Jaki sens jest więc w tym?
    Świat ot tak wynużył się z nicości, jeśli nawet nauka nie zaobserwowała że jest coś takiego jak samoistne stworzenie czegoś z niczego? Dla mnie to jest absurd i wariactwo. Jak może coś stworzyć się z niczego? Czy Biblia to tylko zbiór bajek, opowiadań fantasy?Czy Jezus nigdy nie chodził po ziemi?Co z cudownymi uzdrowieniami i objawieniami? Czy to urojenia setki tysięcy ludzi? Chyba nie…

  23. Jaqub pisze:
    16 marca 2010 o 16:59

    Nikt nie wierzy w księży ale to głównie oni rozdają karty. Ludzie sypią kasą, własnym czasem i ambicjami po to żeby postawić kolejny kościół i wykarmić pasożyta (księdza) który bierze pieniądze za pobłogosławienie albo mszę. Czyli za darmo lub inaczej mówiąc za oszustwo. To jeszcze nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że to podobno dzieje się w imię czegoś dobrego. W takim razie chyba pojęcie dobra w dzisiejszym świecie rozumiane jest przez wiernych nieco błędnie.
    Żyjemy tu i dajmy żyć i cieszyć się tym życiem innym, nie wciągajmy natomiast swoich dzieci w ten chory system gdzie dobrem jest budowanie złotych salonów zamiast pomoc na prawdę potrzebującym. To też wyrządzanie krzywdy, dzieci powinny same zdecydować w co chcą wierzyć wtedy kiedy będą na to gotowe. Nie zastanawia cię fakt, że w 99% dziecko przejmuje wyznanie rodziców? Przez to że to wyznanie jest słuszne czy przez to że zostaje zarażone? Jak dla mnie odp. 2 bez wątpienia.
    Dusza to nasze uczucia, coś dzięki czemu możemy szczerze pokochać i być dobrym bezinteresownie. Nie dlatego że bóg karze tylko że człowiek ma taką naturę, ewolucja to wykształciła u niego. Człowiek pomagając sobie stawał się lepszy i działając w zespole mógł zdziałać więcej. Nic w tym nadzwyczajnego, boskiego.
    Bardzo było ci źle zanim się urodziłaś? – nie sądzę. Tak samo mi nie będzie źle jak umrę. To, że miałem szczęście się narodzić wcale nie gwarantuje jeszcze życia wiecznego. Mi na prawdę wystarczy to że mogę się cieszyć tym że żyję, że się urodziłem, a nie, że nie istnieję tak ty czy ja przed narodzinami. Nie takie to straszne jak ci się wydaje, wystarczy cieszyć się tym co się ma, nie żądać więcej i więcej. Sens? A jaki jest sens tego że dziecko rodzi się chore. Matka nie paliła, nie piła była zdrowa i dbała a dziecko chore. I co, gdzie sens? Sensu nie ma! Co nie znaczy że mamy wszyscy się poddać i powiesić tylko cieszyć z tego co mamy – życia na ziemi – czyli wszystkiego co nas może spotkać.
    Skąd się wynurzył świat? Nie wiem, ludzie ledwo co się wyprostowali, nauczyli czytać i pisać, mogą wzbić się w powietrze od 100 lat, a tu pytania się pojawiają na które odpowiedź pojawi się może dopiero za 1000 lat a może i nie. Może gdyby nie było religii człowiek bardziej by dociekał. Inkwizycja nie goniłaby uczonych (heretyków) którzy nie chcą wierzyć w boga tylko szukają czegoś innego.
    A dla ciebie czym jest koran? Tym samym czym dla muzułmanów biblia. Dla mnie za to 1 i 2 jest podobne. Tysiące lat, tyle przywódców, każdy kierował się po części swoją subiektywną opinią i interesem a dziś ludzie wierzą w to co napisane w tej książce. Nie tędy droga…
    Jezus. Daję 2/3 a może nawet 3/4 szansy na to że chodził i miał się dobrze. Z tym wyjątkiem że uzdrawiał w przenośni tak samo jak nie umarł za Adama i Ewę (którzy też na marginesie są przenośnią). Umarł za to, że zdemaskował w świątyni oszustwa na podłożu finansowym jakich dopuszczali się kupcy. (tu w skrócie na samym początku o co chodzi: http://www.zeitgeist.republika.pl/artykuly/08_artykul4.pdf polecam ogólnie http://www.zeitgeist.republika.pl/).
    Urojenia i setek tysięcy ludzi? Cuda zdarzają się raz na tysiące przypadków, co więcej nikomu nie odrosła nigdy głowa ani ręka w skutek cudu. Stało się jedynie coś co może się stać raz na milion np. organizm zwalczy jakąś chorobę, którą niedoskonała przecież nauka uważała za śmiertelną.
    Wiara (moim zdaniem) bez wcześniejszego otwarcia oczu na wszystkie przypadki, rozważenie ich obiektywnie i obiektywna ocena nie zasługuje na miano świadomej.

  24. zagubiona pisze:
    16 marca 2010 o 17:33

    Każdy człowiek jest wierzący. Jeden wierzy w to, że Bóg istnieje, drugi wierzy w to, że nie istnieje. Kończę tymi słowami dyskusję o światopoglądach.

Nie wstydź się, skomentuj: