26.10.2011r.
To zadziwiające, jak ludzki organizm, jak sam człowiek jest w stanie przystosować się w dość krótkim czasie do skrajnie różnych warunków. Wprowadzając się na mieszkanie byłam przyzwyczajona do ciszy i spokoju, do życia w pokoju od strony podwórza, gdzie nie dobiegały żadne odgłosy ulicy. Teraz zaś mieszkam w trzyosobowym pokoju, przy obwodnicy stolicy naszego województwa. W pierwszych tygodniach mój mózg podświadomie, nawet przez sen rejestrował każdy dźwięk, każdy przejeżdżający samochód i dokładnie rozpoznawał, czy to osobowy, ciężarowy, dostawczy, czy może jeszcze motor. Czytaj dalej »
16.10.2011r.
Zacznę może od końca. Wróciłam dziś do domu, na jedną noc, bo jutro nie mam zajęć. Siedzę sobie pod cieplutką kołdrą w łóżku mojej mamy i oglądam tv. Nagle zaczyna się program, o istnieniu którego nie miałam pojęcia. Temat – marihuana, legalizować, czy nie? Nie będę odpowiadać na to pytanie, gdyż nie mam zamiaru o tym dzisiaj pisać. Rozśmieszyła mnie tylko jedna wypowiedź, jakiejś pani dyrektor jednego z polskich liceów. “Dla mnie, jeżeli coś jest nielegalne, tzn że jest bardzo szkodliwe”. To teraz inaczej – papierosy są legalne, czyli że są zdrowe i dobre dla ludzi? Tak samo alkohol. Czytaj dalej »
07.10.2011r.
Jest godzina piętnasta. O 13.30 wróciłam do domu. Zjadłam obiad i siadłam przed kompem. To nic, że spałam dziś do 6.30. To nic, że po skończonych zajęciach przespałam się od 10 do 11. Mimo to jestem potwornie zmęczona i właściwie nie mam siły nawet przesuwać palców po klawiaturze, ale pasuje wystukać kilka zdań. Zaczęło się. Czytaj dalej »
18.09.2011r.
Ciągle zapominam, jak dodaje się filmy na moim blogu i choćbym nie wiem ile razy sobie przypominała i tak zapomnę. I tak szukając postów, w których zamieszczałam różne filmy z youtube natknęłam się na jeden o tytule “Zakochani w sobie znowu pierwszy raz”. Łzy same napłynęły do oczu. Ale nie rozpłakałam się. Już nie. Nie warto. Nauczyłam się swego rodzaju wyrachowania. Choć w sercu rodzi się żal kiedy czytam o tym, jak szczęśliwa byłam jeszcze kilka miesięcy temu. Teraz coś się zmieniło, Kuba się zmienił, ja się zmieniłam. Jednego jestem pewna – z każdym dniem co raz bardziej utwierdzam się w tym, że jestem czegoś warta. Że jeszcze mogę się komuś podobać zarówno fizycznie, jak i duchowo. Są faceci, którzy dostrzegają moje szeroko rozumiane piękno.
Właściwie nie miałam dzisiaj nic pisać. Chciałam podzielić się tylko jedną piosenką, którą znalazłam zupełnym przypadkiem, ale przypadła mi od razu do gustu.
Thirty Seconds To Mars – The Kill (Bury Me)
12.09.2011r.
Do mnie wciąż to nie dociera. Jeszcze wczoraj byłam małą dziewczynką, która trzymała się maminej spódnicy i sepleniąc pytała, czy ta ją kocha. A ‘jutro’ wyprowadzam się z domu. Czuję strach, obawę, ale i ogromne podniecenie i radość, może ciekawość. Nie wiem, jak mi będzie na mieszkaniu ze znajomymi. Nie wiem, czy sprawdzę się w roli ‘pani domu’, ale szczerze mówiąc chcę się przekonać. Nie będę setki kilometrów od domu, ale jednak codzienne wracanie do niego będzie nie tyle niemożliwe, co nielogiczne i niepotrzebne. Każdego dnia przez najbliższe dziewięć miesięcy będę się budzić w pokoju z dwoma chłopakami (o ile drugi kolega się zdecyduje na mieszkanie) i dwiema nieznajomymi dziewczynami za ścianą w drugim pokoju. Będę wstawać i po cichu, by nikogo nie obudzić udam się do pięknej kuchni, takiej o jakiej zawsze marzyłam, na śniadanie, którego już nie przygotuje mi mama. Czytaj dalej »
01.09.2011r.
Pasuje coś napisać, tym bardziej, że czuję silną potrzebę, żeby się wygadać.
Może zacznę od dobrych, a wręcz wspaniałych rzeczy. Doczekałam się! Spędziłam dwa dni tylko z Kubą. Może to nie były moje wymarzone Bieszczady lub jakieś inne cudowne miejsce, ale i tak z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jestem zadowolona. Pojechaliśmy do dziadka Kuby na wieś. Już dawno nas zapraszał, ale Kuba coś nie mógł i chyba nie chciał się nigdzie wybierać tym bardziej ze mną. Ale ochota mu wróciła i mam nadzieję, że wrócił równie zadowolony co ja. Przede wszystkim Jego dziadek przez dwa dni miał zajęcie, z nami i widać było, że jest naprawdę zadowolony, bo nie siedział sam, jak co dzień. A ja jakoś lubię uszczęśliwiać ludzi, bo przez to sama jestem szczęśliwa. Czytaj dalej »