The power of dreams

Dodano przez Iwi dnia 23.12.2009r.

Tutaj “dreams” jako sny, nie marzenia, a “the power” stąd, że owe sny czasami dodają mi sił na cały dzień, a czasem odejmują wszelkie chęci do działania. Nie wiem dlaczego, ale jakoś tak jest, że to co mi się śni ma wpływ na kilka lub nawet kilkanaście godzin mojego życia po przebudzeniu. Tak też jest i dzisiaj. Dodatkowo pobudka nie była motywująca. Śpię sobie spokojnie, już przestało mi się cokolwiek śnić, aż tu nagle jak nie przywalę głową w ścianę łączącą mój pokój z kuchnią. Mama jak co rano się w niej krzątała, więc gdy tylko usłyszała niezidentyfikowany huk od razu wpadła do mojego pokoju przestraszona. Otwiera drzwi, a ja leżę na łóżku jak martwa, jedynie jedną ręką trę obolałe czoło. Na szczęście śladu nie ma. Jeszcze by tego brakowało, żebym w święta chodziła ze śliwą na głowie. Ów nieszczęśliwy wypadek wyrwał mnie w sumie z mojej nocnej udręki. Jednakże zbyt gwałtownie, bo nie zdążyłam się oswoić z tym co mi się śniło. A śniły mi się wyjątkowo dziwne rzeczy. Połączenie naszej-klasy, II wojny światowej, znanych polskich aktorów, seriali i lodowiska…

1043829_captiveSen rozpoczął się dobrze mi znanym obrazkiem. II wojna światowa, „sterta” ludzkich ciał przygotowanych do zrzucenia w jeden zbiorowy grób i msza żałobna za dusze tragicznie zmarłych. Przewodniczyła jej…uwaga-Małgorzata Foremniak, jako pani oficer wojsk niemieckich. Atmosfera niby miała być przyjazna, ale czuć było tą dziwną presję. Nagle, jak to u mnie w snach bywa, typowo filmowe zbliżenie na ciała nieszczęśników. W oczy rzucił mi się jeden z głównych bohaterów „Czasu honoru” (jedynego z seriali, który toleruję i czasami oglądam, bo nie opowiada o nieszczęśliwej, dobiegającej 40stki Jowicie, która wciąż nie znalazła mężczyzny swego życia, tylko o II w.ś.), który czasem oglądam z mamą. I właśnie nagle we śnie pojawiła się moja mama. Siedziałyśmy obie przed telewizorem i jak gdyby nigdy nic oglądałyśmy ów serial. W końcu poprosiła bym jeszcze raz zwróciła uwagę na owego mężczyznę, bo jak się później okazało on jakimś cudem przeżył, a moja mama o tym wiedziała (również nie wiem skąd). Nagle zmieniły się okoliczności, a moim oczom ukazał się uciekający mężczyzna (ten który przeżył). Dalszy ciąg snu to zlepek oderwanych od siebie wątków. Ów facet znalazł się w jednej chwili przed komputerem i na naszej klasie, na śledziku pisał błagalne wiadomości do jakiegoś doktora. Później komputer jakby rozpłynął się w powietrzu, a on znowu zaczął uciekać. Ścigali go Niemcy, bo dowiedzieli się że przeżył masakrę, a w ich mniemaniu za dużo na ten temat wie, więc jest dla nich niebezpieczny. Wraz ze znajomymi Kuby, wskazaliśmy mu najlepszą drogę ucieczki i sami zmyliliśmy prześladowców. Przez jakiś czas był bezpieczny. Znowu znaleźliśmy się w mieszkaniu, naszym mieszkaniu. Okazało się, że jesteśmy parą. Gdy tylko na klatce usłyszałam Niemców kazałam mu uciekać, a ten wyskoczył przez okno z drugiego piętra… Kolejny obraz był w jakimś innym mieszkaniu, opuszczonym, zaniedbanym, jakby z jednego filmu o epoce lodowcowej, którego tytułu już nie pamiętam. Na środku wielkiego pokoju stał stół, z którego blatu ktoś zrobił sobie lodowisko. Wszyscy zebrani wokół niego usilnie próbowali rozbić lód i nawet im to wychodziło. Co się z głównym bohaterem mojego snu stało-nie pamiętam. Prawdopodobnie Niemcy go dopadli i już tym razem nie pozwolili uciec.

Patrząc „z góry” na ten sen, mam wrażenie że przybrał kształt filtru powietrza. Jak sen może przybrać jakiś kształt też nie wiem, ale w moim wypadku już mnie nic nie dziwi. Filtr powietrza stąd, że byłam wczoraj z Kubą po części do samochodu…

Później jeszcze śniło mi się, że mój ukochany chomiczek pogryzł Kubę, bo ten zawsze pcha do niego rączki. Już kiedyś biedak wypadł przez niego z akwarium, ale jakoś szczęśliwie do niego wrócił. Tak mnie ta noc nakręciła, że wylądowałam na ścianie, a później raz dwa w kuchni przy garach… Wigilia już jutro. Robota idzie żwawo, tylko sił mi pomału zaczyna brakować, ale ja tu nie mam nic do gadania. Mama wymyśla a ja jej pomagam. W sumie nie narzekam, bo sama w święta zjem najwięcej, a jakoś tak od zawsze rodzice mnie uczą, że na wszystko trzeba sobie samemu zapracować ;)

Znalazłam teraz chwilę wolnego, a że pisanie mnie odpręża i uspokaja to postanowiłam opisać te moje dziwaczne sny zanim je zapomnę. I tak niektóre szczegóły już mi uciekły, ale ogólny zarys sytuacji udało mi się przedstawić.

Czasami te moje sny mnie przerażają. Ostatnio ciągle tylko śmierć, krew i seryjni mordercy, a żadnych horrorów nie oglądam. Chyba wolałabym śnić i nie pamiętać niczego. Ale od dziecka tak mam, że niestety wszystko pamiętam. Niestety, bo chyba każdy by się przestraszył, gdyby mu się przyśniło, że jakaś konkretna osoba umiera, a w kilka dni później zobaczyłby jej klepsydrę na słupie z ogłoszeniami…
Ale to już osobny temat. Póki co wracam do pracy, bo wieczór się zbliża, a jeszcze mam kilka rzeczy do zrobienia…


Zobacz też podobne wpisy

  • 27 grudnia 2009 -- Root of all evil? (1)
    Pisząc poprzednio, że jestem na życiowym zakręcie nie miałam jeszcze pojęcia, jak ostry ten zakręt będzie. Wydawało mi się, że chwilowo się tylko pogubiłam i z czasem wszystko samo się rozwiąże, jak to dot...
  • 7 marca 2010 -- Boże, gdzie jesteś? (2)
    To, że o tym ostatnio nie piszę i nie mówię, nie znaczy, że tego nie ma. Problem nadal pozostał tylko może nieco uśpiony. Uśpiony z pozoru, bo tak naprawdę każdego dnia, każdej godziny, w każdej sytuacji z...
  • 22 grudnia 2009 -- Xmas madness (0)
    No i przyleciał ;) Jakoś tak inaczej niż zwykle. Zawsze odbieraliśmy go z lotniska, tego w najbliższej okolicy. Raz tylko jechaliśmy do stolicy. Mowa o moim tacie oczywiście. Postanowił spędzić z nami świę...

« Xmas madness

I said I loved you »

Nie wstydź się, skomentuj: