ZASTRZEGAM SOBIE PRAWA AUTORSKIE
Dodano przez Iwi dnia 30.08.2010r.
Moja wściekłość osiągnęła punktu krytycznego! Jestem z natury wybuchowa i jak coś mnie wkurzy tak porządnie to nie wytrzymuję. Może tym razem nie powinnam się tak unosić, ale to co wyszło ostatnio na jaw przeszło moje najśmiejsze oczekiwania.
Cudownie jest czuć, że ktoś nas podziwia. Chyba każdy tego pragnie. Każdy chce być doceniony. Ja jakoś od zawsze lubiłam kiedy ludzie doceniali to w jaki sposób piszę, wyrażam swoje myśli. Bo naprawdę cieszą pozytywne opinie na temat moich wypocin. Staram się, jak mogę i chcę mieć poczucie, że komuś lekko i przyjemnie się to czyta. Ale…są pewne granice. Co innego czytać, podziwiać, chwalić, a nawet krytykować! A co innego kraść czyjeś słowa!
Tak, spotkałam się z tym, że ktoś notorycznie, od bardzo dawna, bez mojej wiedzy i zgody kradnie moje słowa, posługując się nimi, jako swoją własnością. Mowa o niejakiej Marcie z Sycowa. Żal mi trochę dziewczyny. 16 lat mimo wszystko do czegoś zobowiązuje. Powinna wiedzieć, że w sieci nic się nie ukryje. Istnieje taki program, do sprawdzania, czy ktoś nie powiela tekstów zamieszczanych na prywatnych stronach. No i tknęło coś mojego Kubusia, żeby sprawdzić mojego bloga i bingo! Natrafił na fotobloga właśnie tej dziewczyny, która niemalże w każdej notatce, pod każdym zdjęciem zamieszcza spore fragmenty moich postów. Nie zwracając uwagi na treść, na prywatną formę wypowiedzi. Zmienia tylko imiona nic więcej. Mój kochany Kuba “przeobraził” się w jakiegoś Tomka. Puściła bym to między uszy, gdyby tylko raz, czy dwa razy zacytowała zdanie, dwa, trzy. Po których nawet nie można by się zorientować, że jestem ich autorką. Ale kopiowanie mojego życiorysu to lekka przesada. Nie jest moją siostrą bliźniaczką, nie zna tych ludzi, których ja znam, nie siedzi w mojej głowie, w moim sercu, nie wie co czuję, co myślę! A mimo wszystko cytowała mnie, tak jakby to było jej życie.
Czarę goryczy przelało jedno zdanie. Pamiętam kiedyś Kuba urzekł mnie dziecinną prostotą i radością i na mój widok zaczął pociesznie machać rękoma i krzyczeć Soniuś. Dziewczyna potrafiła i to skopiować… Szlag mnie trafił, jak to zobaczyłam. Może na nią facet też mówi Sonia (w co wątpię, bo na całym PB nie było wzmianki o tym), ale na pewno nie ma to takiej historii jaka jest w naszym przypadku.
Napisałam grzecznie do dziewczyny i poprosiłam o umieszczenie linków do mojego bloga pod każdym moim tekstem (wtedy jeszcze miałam nadzieję, że jest to do 10 tekstów). Zaraz na drugi dzień otrzymałam wiadomość, że WSZYSTKO skasowała i nie ma potrzeby wstawiania linków. Coś mnie jednak tknęło, żeby sprawdzić i o zgrozo usunęła tylko 2 z chyba 50 tekstów! Dostała więc ode mnie drugą, już mniej przyjazną wiadomość tym razem już nie z prośbą, a z żądaniem wstawieniu linków, a nie kasowania opisów. W przeciwnym wypadku napiszę do administratorów PB, że taka i taka użytkowniczka dokonuje plagiatu, a ów jest przecież karalny!
Wszystko ma swoje granice! Naprawdę jestem wyrozumiała, ale bez przesady. Ciekawe, czy byłoby jej miło, gdybym kradła jej wspomnienia nie pytając nawet o pozwolenie. Poza tym bezczelnie od kilku miesięcy zagląda na mojego bloga i ani razu łaskawie nie zabrała na nim głosu. To niestety świadczy tylko o jej (nie)wychowaniu.
A teraz tyle o tym, bo szkoda nerwów. Mam nadzieję, że dojdę z nią ładu.
Byłam dzisiaj w USC, znowu z tą zamianą imion. Poprzednim razem szczerze mówiąc kobieta odebrała mi trochę nadzieję na pozytywne rozpatrzenie wniosku, a dzisiaj…już na wstępie powiedziała, że jednak będzie pozytyw! Myślałam, że tam wpadnę za ladę i ją wycałuję. Miała dobry humor, po urlopie, wypoczęta! Jedyne co, to muszę jej jeszcze odpis zupełny aktu urodzenia jutro dostarczyć. Urodziłam się w innym mieście niż teraz mieszkam stąd te utrudnienia. Tak więc jutro wybieram się do USC w miejscowości, w której się urodziłam i prosto z papierem do kobiety. Co prawda ostatnio oschle powiedziała, że ma miesiąc na rozpatrzenie wniosku, ale dzisiaj jeszcze raz delikatnie ją podpytałam i zrobiłam maślane oczka…że szkoła. Powiedziała więc, że do końca tego tygodnia dostanę odpowiedź i zaznaczyła, że pozytywną!
Tak się strasznie cieszę! Później jeszcze dowód wyrobię, założę sobie konto w banku i najważniejsze…pojadę do WORD-u, bo przecież papiery na prawko składałam jeszcze w starej kolejności imion…szkoda, żeby mi złe prawko dali i później płacić i je wymieniać. Może jeszcze jakoś uda się to zamienić. Obgadam z mamą, jak wróci.
Póki co biorę się za coś konkretnego
Ja całkiem niedawno, zupełnie przez przypadek, trafiłam na bloga z moim własnoręcznie zrobionym szablonem. Kurczę! Złodziejstwo w internecie idzie pełną parą.